A więc chcesz zostać cyberpunkiem?

Grzegorz Banasik

Pamiętam jak dziś, kiedy zobaczyłem pierwszy teaser Cyberpunka 2077. W uszach szumiało Archive – Bullets, a na ekranie funkcjonariusz Max Tac likwidował kolejną ofiarę cyberpsychozy gdzieś w mrocznym Night City. Emocje wybiły poza skalę, a wyobraźnia zaczęła tworzyć obrazy mojej wymarzonej gry osadzonej w ukochanym przeze mnie settingu. A teraz choombas, wsiadam na moje Yaiba Kusanagi CT-3X i zabieram was w podróż do miasta snów, sprawdzić czy moje marzenia się spełniły czy wręcz przeciwnie.

Jak to się zaczęło?

Historia świata Cyberpunka rozpoczyna się w 1980 roku, kiedy to Mike Pondsmith rozpoczął pracę nad systemem RPG, w którym chciał stworzyć mroczny świat inspirowany powieścią Okablowani oraz filmem Blade Runner. W 1988 roku wydał pierwszą edycję podręcznika do RPG szerzej znanego pod nazwą Cyberpunk 2013.

Ta całkiem dobrze się przyjęła i dwa lata później wydał Cyberpunka 2020 – jego najpopularniejsze dzieło i kamień węgielny Cyberpunka 2077.  19 grudnia 2020 roku został również wydany podręcznik Cyberpunk RED opowiadający o wydarzeniach pomiędzy rokiem 2020 a 2077.

Wstawaj Samuraju…

Przenosimy się do Night City, miasta mieszczącego się w Wolnym Stanie Północnej Kalifornii. Wcielamy się w wykreowanego przez nas w całkiem obszernym edytorze V, najemnika lub najemniczkę. Nasz bohater może wywodzić się z trzech wybranych ścieżek: przemierzającym pustkowia nomadem, chłopakiem z ulicy czyli punkiem i zimnym, bezlitosnym korpem. Wybór ścieżki decyduje głównie o prologu.

W dalszej rozgrywce pojawiają się opcje dialogowe przypisane do danej ścieżki oraz parę questów z nią związanych. W każdej ze ścieżek poznajemy Jackie’go – naszego późniejszego przyjaciela, który przygarnia nas pod swoje skrzydła. Po prologu zostajemy wplątani w pewną intrygę, która będzie kołem napędowym głównego wątku.

Pod nami Rancho Coronado

Dialogi są napisane bardzo realistycznie  i dzięki temu bardzo dobrze oddają klimat gry. Postacie niezależne zapadają w pamięć, a dodatkowe wątki poboczne pogłębiają ich relacje z graczem. Poznajemy ich historię, motywacje czy problemy, które możemy rozwiązać.

Wyborów, jak na RPG przystało jest bardzo dużo, jednak większość z nich podobnie,  jak w Wiedźminie, dawało złudne wrażenie wpływu na sytuację. Kontrakty czy wydarzenia NCPD chociaż opierają się na podobnych zdaniach (zabij, uratuj, ukradnij, sabotuj) to każdy opowiada jakąś nową historię czy to przez postać, którą ratujemy z opresji czy przez pozostawioną drzazgę z dialogiem lub notatką, co wzbogaca fabularnie świat.

Radzę wam zagrać z polską, jak i z angielską wersją językową, ponieważ nasz rodzimy dubbing nie wypada źle, a czasami nawet lepiej niż angielski (Kamil Kula, jako V i Michał Żebrowski, jako Johnny Silverhand tworzą niesamowite duo). Jednak to angielska ścieżka dźwiękowa tworzy niepowtarzalny klimat wielkiej amerykańskiej metropolii, który tworzony jest między innymi przez akcenty narodowości całego świata, których w polskiej wersji po prostu nie doświadczymy.

Tuz przy Bardbury & Buran

Wjeżdżając do Night City

Miasto wygląda przepięknie, dzięki niepowtarzalnej architekturze sześciu różnych dzielnic. Od wymarłej strefy industrialnej w Watson opanowanej przez Malestrom siejący popłoch, przez wypełnione neonami Kabuki i Japan Town, gdzie panują Tiger Claws i The Mox, po pustynne Mad Maxowe badlandy na których nomadzkie klany toczą walkę o przetrwanie.  W każdym z tych miejsc czuć niepowtarzalny klimat dyktowany przez architekturę i występujących tam członków społeczeństwa. Tak właśnie wyobrażałem sobie Night City, gdzie diaspora różnych narodowości przenika się między sobą tworząc niepowtarzalny kosmopolityczny klimat. Miasto żyje swoim życiem – sprzedawcy, prowadzą rozmowy z klientami, a tuż za rogiem gang znowu rozpoczyna strzelaninę.

Mieszkańcy wchodzą ze sobą w konwersacje opowiadając swoje krótkie życiowe historie, ale niestety zbyt rzadko. Najbardziej zakochałem się w uliczkach handlowych Jig Jig Street, przypominających te z Blade Runner’a. Brudne, wypełnione neonami, skrywające swoje mroczne tajemnice. Polecam także czasem zgubić się w mieście lub pojeździć po badlandach, ponieważ możecie znaleźć tam sporo ester eggów oraz być świadkami ciekawych scen. Często pod postacią paru denatów pozbawionych życia w niejasnych okolicznościach. Oczywiście, drzazga leżąca gdzieś obok naświetli wam sytuację ich odejścia 😉

Wspomniana wyżej uliczka

Nowy setting, nowe wyzwania

CDProjekt RED musiał oderwać się od wiedźmińskiego settingu fantasy i przenieść się do niedalekiej przyszłości naszych czasów, co skutkuje nowymi mechanikami wprowadzonymi do gry. Martwiłem się, wyglądem strzelanin oraz zastanawiałem się, czy jazda autami i motorami będzie bawiła, czy raczej będzie męczarnią rodem z GTA IV. Strzelanie wypada jednak bardzo dobrze i sprawia dużo frajdy podczas kolejnych potyczek z gangusami lub korpami. Dostaliśmy szeroką gamę narzędzi rozwałki, w której możemy przebierać.

Każda z broni ma swoją kategorię (tech, smart i power) i w każdej znajdziemy coś dla siebie. Jedyną rzeczą, na której się zawiodłem jest wąska customizacja broni ograniczona do celownika, tłumika oraz paru modów zmieniających statystyki. Z jazdą nie jest już tak dobrze. I o ile motorami da się jeździć całkiem miodnie, to auta często wpadają w nienaturalne poślizgi, a ich strefa zgniotu czasem potrafi płatać figle, gdy przejedziemy bliżej przeszkody. Skradanie i hackowanie również zostało sprawnie rozwiązane.

W zależności od posiadanych cech możemy przechodzić przez odpowiednie ukryte korytarze otwierając drzwi siłą lub umiejętnościami technicznymi. Hackowanie dostarcza nam sporo dodatkowych opcji eliminacji oraz przedarcia się niepostrzeżenie do systemów wroga. Jednak klawisze nie są najlepiej zbindowane i trzeba trochę nagimnastykować się palcami, aby uruchomić odpowiedniego hacka. 

Nieudany slide, ale i wyszło całkiem całkiem

Jeśli chodzi o rozwój bohatera to mamy do wyboru 5 cech: opanowanie, zdolności techniczne, refleks, budowę ciała i inteligencje. Te same umiejętności występują w podręczniku RPG. Twórcy odrzucili empatię i atrakcyjność. Każda z nich jest podzielona na umiejętności, które zawierają atuty. Atuty odblokowują się w zależności od liczby punktów przydzielonej naszej cesze. Rozwój na pierwszy rzut oka jest trochę chaotyczny, gdy widzimy natłok umiejętności  i atutów do wyboru. Potrzeba trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić i na spokojnie rozplanować, w co ładować punkty.

Mówiąc o rozwoju nie mogę nie wspomnieć o cyborgizacji. To była rzecz, na którą szczerze czekałem chyba najbardziej od Deus Ex Human Revolution. Otrzymujemy aż 84 wszczepy, które możemy wykorzystać do stworzenia naszego idealnego najemnika. Czasem będziemy musieli je znaleźć ukryte gdzieś pośród ciał wrogów a czasami przemęczyć się i odwiedzić ripperdoca na drugim końcu Night City. Wraz z poziomem otrzymujemy dostęp do co raz lepszych i bardziej wydajnych usprawnień.

Rock me like a Samurai

Przybyłowicz, P.T Adamczyk i Paul Leonardo Morgan stworzyli niesamowity i niezapomniany soundtrack. Większość osób spodziewała się synth popu i jego pochodnych, mocno zakorzenionych w latach 80, ale klimat muzyczny został wyrwany z tych lat i wrzucony do lat 90, gdzie królowały gatunki industrial, techno, IDM, rave czy rap.

Swoje trzy grosze dodali również utalentowani artyści, między innymi Nina Kraviz, Deadly Hunta, Grimes (która wciela się również w postać Lizzy Wizzy) Run the Jewels, Refused (Samurai), Tina Guo, Gazelle Twin oraz Rat Boy. Ich utwory głównie możemy usłyszeć w radiu, gdzie tworzą szeroką bibliotekę gatunków muzycznych, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Ray Tracing tworzy naprawdę przepiękne obrazy

Już w samym menu głównym, a później podczas kreowania postaci, zostałem kupiony utworem „V”. Muzyka jest emocjonalna i wywiera duży wpływ na gracza. Zaryzykuję stwierdzeniem, że pełni w tej grze role kolejnego narratora opowiadając nie tylko historię V  i postaci drugoplanowych, ale również całego miasta uwypuklając emocje jakie od nich biją.  W idealny sposób potrafi je potęgować w kluczowych momentach.

Ja sam wielokrotnie znalazłem się na emocjonalnej huśtawce. Końcowy utwór ze ścieżki Judy czy nowa piosenka Kerry’ego grały na moich emocjach do tego stopnia, że czułem się jakbym faktycznie był tam razem z nimi i przeżywał to co czują. Można powiedzieć, że podczas tych magicznych momentów przeżywałem taki dźwiękowy braindance, z którego nie chciałem wyjść. Ścieżka dźwiękowa nie grała tak na moich emocjach od dawna. Z radością odebrałbym informacje o koncercie z muzyką z Cyberpunka 2077, więc REDzi liczę na was!

A tutaj kolejna próba odwzorowania plakatu z pewnego anime…

Ciemna strona Cyberpunka

No dobra, ale przecież Internet grzmi i huczy od filmów, zdjęć bugów i glitchy. I chociaż bardzo bym chciał, żeby była to gra idealna, to tak nie jest. Ponieważ błędów jest bardzo dużo (Ogrywam Cyberpunka na PC, ale wiem, że sytuacja na konsolach poprzedniej generacji wygląda jeszcze gorzej). I o ile przy pierwszym podejściu przeszedłem grę bezproblemowo to przy drugim nie było tak kolorowo.

Blokujące się zadania czy nie pojawiające się dialogi sprawiały, że musiałem wczytywać wielokrotnie poprzednie zapisy. Zabójcze schody czy śmiertelne wysiadanie z samochodu nie raz doprowadziły mnie do szewskiej pasji. Sztuczna inteligencja przechodniów pozostawia sobie wiele do życzenia. Skok z większej wysokości niczym meteor zaczyna siać popłoch wśród gawiedzi. No i ten nieszczęsny, zepsuty system policji, o którym zapominam, że istnieje. Funkcjonariusze i dorny (czy drony?), które pojawiają się zupełnie z znikąd…

Wszystkie te błędy oraz szeroki wachlarz tu nie wspomnianych występująca u innych graczy, utrudniają rozgrywkę w mniejszym lub większym stopniu, co nie pozwala na pełne czerpanie radości z ogrywanego tytułu.

Są też rzeczy, których trochę mi zabrakło. Misji z wykorzystaniem braindance’u było trochę za mało i czuje lekki niedosyt, ponieważ bawiłem się przy nich świetnie. Chciałbym, żeby nasz styl faktycznie miał znaczenie i dodawał nowe opcje dialogowe lub ułatwiał w jakiś sposób przejście kolejnych misji.

„All those moments will be lost in time, like tears in rain…”

Opłacało się czekać?

Po 100 godzinach w grze muszę stwierdzić, że Cyberpunk 2077 to dzieło z genialną, słodko gorzką opowieścią o sławie, przyjaźni, lojalności, ideałach, a przede wszystkim o ludziach, którzy próbują odnaleźć się w świecie, w którym przyszło im żyć i starają się przeżyć kolejny dzień za wszelką cenę. Wydarzenia i postacie odciskają piętno, przez które będziemy wspominać występujące tam wątki i postacie na długo po zakończeniu gry. Fani uniwersum, jak i entuzjaści całego podgatunku cyberpunk odnajdą się tu, jak w domu.

Jednak REDów czeka jeszcze wiele pracy, by połatać grę i odbudować utracone zaufanie fanów, ponieważ gra nie została dokończona. Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój nowej marki. Informacje o dodatkowej zawartości mają ukazać się już na początku 2021. 😉

A teraz czas na chwilkę odpoczynku
#CDPR #CDProjekt RED #Cyberpunk2077 Cyberpunk cyberpunk recenzja cyberpunk2077 recenzja
ABOUT AUTHOR

Grzegorz Banasik

Niepoprawny fan serii Battlefield, Total War, Mass Effect, Star Wars oraz The Elder Scrolls. Entuzjasta twórczości filmowej Guya Ritchiego, Christophera Nolana, a także Lucasfilms Ltd. Adorator postaci Pająka Jeruzalema. Czasami mistrz gry w świecie Cyberpunka oraz Dungeons & Dragons.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *